Ciemna ulica poprzetykana plamami światła padającymi na ziemię z zardzewiałych latarni. Śpiące budynki przycupnięte przy niej niewzruszenie udające, że ich tam w ogóle nie ma. Cisza przerywana zbliżającymi się krokami. Czyjeś stopy nerwowo uderzają w asfalt tej uśpionej arterii. Ten dźwięk jest jedynym, który tak zdecydowanie rozdziera ciszę.
Środkiem ulicy idzie kobieta. Jej długie, brązowe włosy targa wiatr, który właśnie się zerwał. Ubrana w beżowy trencz i buty na płaskim obcasie wygląda stylowo i elegancko. Nie pasuje do tej okolicy. Jej sylwetka wyraźnie odcina się od otoczenia. W pewnym momencie przystaje i delikatnie rozgląda się dookoła. Robi to tak jakby wcale rozglądać się nie chciała. Bardzo subtelny ruch głową i nasłuchiwanie. Pewnie sprawdza czy coś lub ktoś jej w tej nocnej podróży nie towarzyszy. Co tutaj robi? Jest środek nocy. Jakby wyrwana z kontekstu wylądowała w kompletnie nieznanym miejscu. Mimo to jej postawa wskazuje na to, że ta okolica nie jest jej całkiem obca. Po chwili znów zmierza przed siebie dynamicznym krokiem jakby dokładnie wiedziała, dokąd idzie.
Mija kolejne plamy światła i przyczajone domy. Powoli oddala się w mrok i zabiera ze sobą swoje stukające o podłoże stopy. Za chwilę znowu nastanie kompletna cisza a ulica odetchnie z ulgą. Ciemne postaci poprzyklejane do szyb we wnętrzach uśpionych budynków będą mogły oddalić się od swoich punktów obserwacyjnych. Tym razem się udało…
Mijają godziny wypełnione ciszą. Napięcie spowodowane oczekiwaniem powoli opada. Jest ciemno i cicho, ale mimo to w powietrzu unosi się groza. Jest jakby zawieszona w powietrzu. Przenika ciało przez skórę. Ociera się delikatnie i materializuje w głowie w postaci przerażających obrazów. Atmosfera gęstnieje poprzez nagromadzenie emocji wszystkich obserwatorów z uśpionych domów.
W pewnym momencie, kiedy już ciśnienie osiąga swoją szczytową wartość i staje się prawie nie do zniesienia okolicę przecina krzyk. Rozdzierający uszy, dziki, nieludzko zwierzęcy krzyk. Krzyk kobiety. Okna uśpionych domów ożywają w pośpiechu. Zapalają się światła, otwierają się okna. Mieszkańcy nawołują do siebie radośnie. Rozbrzmiewa muzyka. Ludzie wychodzą z domów bezpośrednio na ulicę. Tulą się nawzajem do siebie. Częstują się alkoholem. Zaczynają tańczyć. Wynoszą stoliki. Niektórzy przy nich siadają wraz z sąsiadami i wspólnie śmiejąc się sączą trunki. Pozostali przy rytmie gorącej, letniej muzyki tańczą tak jakby świat za chwilę miał przestać istnieć lub właśnie został ocalony. Śmiech, gwar rozmów, kolorowe lampiony, które rozświetlono jak tylko ucichł krzyk…
Nikt nie sprawdza co się właściwie stało. Nikt nie wzywa policji.