|

Bez kształtu.

Jak co tydzień w sobotę jedli wspólne śniadanie. Siedząc naprzeciwko siebie przy drewnianym stole podawali sobie dżem wiśniowy z łapki do łapki, aby szczelnie pokryć nim potem wszystkie kwadraciki na gofrach. Każdy z nich bez wyjątku, aby żaden nie poczuł się opuszczony.

– Jenocie… – zaczął Fenek i zawiesił nóż nad gofrem spoglądając na słoje stołu jakby były mapą prowadzącą do zakopanego pod nim skarbu.

– Co tam Fenku? – Jenot nie zauważył, że po drugiej stronie stołu nad gofrem dzieją się myśli.

– Jak myślisz? Co by było gdybym nie miał kształtu?

– Hm… tak zupełnie bez kształtu? – Jenot się zasępił

– Tak. Zupełnie bez. Byłbym, ale jakby mnie nie było. Myślisz, że to możliwe? Być i nie być jednocześnie?

Dżem wiśniowy na nożu zastygł w oczekiwaniu, w podróży do kolejnego kafelka chrupiącego gofra.

– Myślę, że to możliwe. Myślę też, że gdyby tak było nie wiedziałbym jak się z Tobą przyjaźnić…

– Tak?

– Tak.

Podobne wpisy

  • Bez sensu.

    Rzeka płynęła przed nimi wolno. Siedzieli na piaszczystym uskoku przy małej wydeptanej przez okoliczne zwierzęta plaży. Machając nogami. Siedzenie bez machania nogami to nie jest właściwie siedzenie. – To bez sensu… – westchnął Fenek. – Co jest bez sensu? – No to, że nie wiem, dokąd zmierzam. – Teraz akurat siedzisz i patrzysz na rzekę…

  • ||

    Smutek

    Fenek zasnuł się smutkiem jak niebo zasnuwa się chmurami tuż przed burzą. To był ciężki tydzień. Tydzień nabrzmiały od rozstań z tym, co wydawało się ważne. – Jenocie… – smutek powlekał każde słowo tak szczelnie, że serce Jenota pomarszczyło się jak rodzynka – Tak? – Jenot spojrzał z uwagą na swojego przyjaciela. Zamienił się w…