Jak co tydzień w sobotę jedli wspólne śniadanie. Siedząc naprzeciwko siebie przy drewnianym stole podawali sobie dżem wiśniowy z łapki do łapki, aby szczelnie pokryć nim potem wszystkie kwadraciki na gofrach. Każdy z nich bez wyjątku, aby żaden nie poczuł się opuszczony.
– Jenocie… – zaczął Fenek i zawiesił nóż nad gofrem spoglądając na słoje stołu jakby były mapą prowadzącą do zakopanego pod nim skarbu.
– Co tam Fenku? – Jenot nie zauważył, że po drugiej stronie stołu nad gofrem dzieją się myśli.
– Jak myślisz? Co by było gdybym nie miał kształtu?
– Hm… tak zupełnie bez kształtu? – Jenot się zasępił
– Tak. Zupełnie bez. Byłbym, ale jakby mnie nie było. Myślisz, że to możliwe? Być i nie być jednocześnie?
Dżem wiśniowy na nożu zastygł w oczekiwaniu, w podróży do kolejnego kafelka chrupiącego gofra.
– Myślę, że to możliwe. Myślę też, że gdyby tak było nie wiedziałbym jak się z Tobą przyjaźnić…
– Tak?
– Tak.
