Bez sensu.

Rzeka płynęła przed nimi wolno. Siedzieli na piaszczystym uskoku przy małej wydeptanej przez okoliczne zwierzęta plaży. Machając nogami. Siedzenie bez machania nogami to nie jest właściwie siedzenie.

– To bez sensu… – westchnął Fenek.

– Co jest bez sensu?

– No to, że nie wiem, dokąd zmierzam.

– Teraz akurat siedzisz i patrzysz na rzekę – Jenot mlasnął z zadowolenia rozbawiony swoją błyskotliwością.

– Nie o to mi chodzi. Chodzi mi o życie w całości.

– Co by Ci to dało, gdybyś wiedział, dokąd zmierzasz? – Jenot jak na niego przystało mlasnął kolejny raz i zapatrzył się z nostalgią na rzekę. Podrapał się prawą łapką po wystającym brzuszku i znieruchomiał.

– Byłbym spokojniejszy? Podejmowałbym lepsze decyzje?

– Skąd wiesz, że decyzje, które teraz podejmujesz nie są właśnie najlepsze?

– No właśnie nie wiem tego. Nic nie wiem. To jest bardzo trudne tak żyć i nic nie wiedzieć o tym życiu. – dumnie sterczące uszy Fenka grzały się w słońcu i drżały lekko poddając się Fenkowemu smutkowi.

– Co chciałbyś wiedzieć dokładnie?

– No dokąd zmierzam. Powiedziałem przecież. – Fenek rzucił zirytowanym spojrzeniem w bok Jenota. Nie mógł prosto w pyszczek, bo tamten cały czas patrzył się w rzekę żując z błogością zielone, długie źdźbło trawy.

– Wiem. Słyszałem. Dociekam. A jakbyś tak wiedział, że zmierzasz w jednym kierunku to co by to zmieniło?

– No wiedziałbym, czy idę dobrze, czy źle. Nie rozumiesz? Wiedziałbym w co mam patrzeć.

– Nie wystarczy Ci, że możesz patrzeć na płynącą rzekę? W piękny słoneczny dzień, siedząc z przyjacielem na piaszczystej skarpie, która grzeje twoją pupkę?

Podobne wpisy

  • ||

    Smutek

    Fenek zasnuł się smutkiem jak niebo zasnuwa się chmurami tuż przed burzą. To był ciężki tydzień. Tydzień nabrzmiały od rozstań z tym, co wydawało się ważne. – Jenocie… – smutek powlekał każde słowo tak szczelnie, że serce Jenota pomarszczyło się jak rodzynka – Tak? – Jenot spojrzał z uwagą na swojego przyjaciela. Zamienił się w…

  • |

    Bez kształtu.

    Jak co tydzień w sobotę jedli wspólne śniadanie. Siedząc naprzeciwko siebie przy drewnianym stole podawali sobie dżem wiśniowy z łapki do łapki, aby szczelnie pokryć nim potem wszystkie kwadraciki na gofrach. Każdy z nich bez wyjątku, aby żaden nie poczuł się opuszczony. – Jenocie… – zaczął Fenek i zawiesił nóż nad gofrem spoglądając na słoje…