Metalowy krzyż.
Ukochana czarna strzała stoi na lewarku. Auto straciło lewą tylną łapę. Ojciec wchodzi do garażu trzymając w ręku klucz do kół.
– Matka mnie przysłała. Podobno potrzebujesz tego. W wyciągniętej przed siebie ręce trzyma metalowy krzyż. Klucz do kół.
– Tak. Dziękuję. Gdzie Ona jest?
– Kto?
– Matka.
– Teraz płacze.
Odbiera od Ojca przyrząd i waży go w swojej dłoni. Ciężki, masywny, morderczy.
– Pomożesz mi z tym? – wskazuje drugą dłonią na smętnie zawieszone w powietrzu koło auta i ignoruje uwagę o płaczliwej rozpaczy matki.
– Nie mogę. Muszę iść do matki. Bardzo się zdenerwowała.
– Czym? – ręka zaczyna jej drżeć a razem z nią przedmiot otrzymany od Ojca
– Nie rozumiem czemu zadajesz takie pytanie. Przecież to oczywiste. Twoim zachowaniem. Byłaś dla niej okrutna mówiąc, że jednak wyjeżdżasz.
– Okrutna? – schyla się do koła i próbuje z impetem wcisnąć metalową końcówkę na pokryte grubą warstwą czarnej mazi śruby.
– Tym, co jej powiedziałaś. Jak mogłaś? Ona się tak stara.
Nasadka klucza do kół wreszcie pokonuje opór brudu zgromadzonego na śrubie i wchodzi głęboko. Do końca. Nie bardzo wie co ma z tym dalej zrobić.
– Stara się jedynie wszystkimi manipulować. Robi z siebie ofiarę. Wychodzi jej to nawet mistrzowsko.
– Znowu zaczynasz! – Ojciec podnosi głos i ręce z zaciśniętymi pięściami przed siebie.
– Co zaczynam? Co znowu zaczynam? Jak mogę zaczynać jak ja nawet nie skończyłam! Staje nogą na wystającym krzyżaku i mocno naciska jedną z jego odnóg. Śruba nie ustępuje więc zwiększa nacisk aż krzyż przekręca się wokół własnej osi a śruba ustępuje.
– Nie szanujesz jej! Nie zwracasz uwagi na jej uczucia. Znowu robisz tylko to co dla Ciebie ważne. Nie możesz się tak wiecznie zachowywać. Ona cierpi
– Ona cierpi, bo nie może już odbierać mi życia. – mruczy pod nosem.
– Nie umiem z Tobą rozmawiać. Matka ma rację. My tak Cię nie wychowywaliśmy.
– Właśnie tak mnie wychowaliście!
Podnosi się. Patrzy na Ojca i ponownie staje na ramieniu klucza i rozmachem wciska je stopą a wtedy klucz jakby rażony prądem upada na ziemię odrywając się od śruby. Ojciec odwraca się na pięcie i wychodzi zabierając ze sobą dezaprobatę.
Klucz leży na ziemi ukrzyżowany razem z rozmową.

