|

To zaraźliwe…

Są takie dni, w których świat aż skrzy się pięknem. Kłosy pomalowane słońcem. Zazielenione od dołu. W fazie dojrzewania. Kołyszące się między trawami na wietrze. Wiatr głaskał je miękką dłonią. Na trawniku, w środku miasta.

Bielone ściany punktu pobrań. Młoda kobieta za blatem, który przesłania jej całą sylwetkę. Nad oczami kreski nadające jej tajemniczego charakteru. Uśmiechnięta, rzeczowa. Skanuje to pomieszczenie wzrokiem szukając ulotek, które można byłoby z fascynacją przeczytać. Zawsze mnie intrygują te ulotki o wszystkim. Tak ulotne jak sama ich nazwa.

Inna piękna, młoda kobieta wychyla głowę z gabinetu i zaprasza mnie do środka. Po lewej stronie leżanka, na której znajduje się wyciągnięta sylwetka kobiety. Zauważam żółty sweterek i piękny uśmiech. To ten moment, w którym moja twarz mówi więcej niż jakiekolwiek słowa. Leżąca kobieta uśmiecha się szeroko i zapewnia mnie, że ona sobie tutaj musi poleżeć ze względu na badanie. To, że leży nie jest winą Pani, która pobiera krew. Pani od krwi śmieje się szeroko a ja dodaję, że przez chwilę zastanawiałam się czy nie uciec.

Jak to opisać, że jej uśmiech był jak iskra. Przeskoczył z niej na mnie a potem na kobietę, która miała pobrać mi krew.

Sześć fiolek opatrzonych żartami. Uśmiechem i słowami, które płynęły swobodnie. Może ten zachwyt jest infantylny, może dziecięcy. Może wspaniały i liczę na więcej go. Nawet wtedy kiedy szarość przykrywa ciężką czapą minuty dnia.

„Była Pani bardzo dzielna” – pożegnały mnie słowa uznania wyrażone przez Panią z leżanki. Potrzebowałam tego uznania mojej dzielności. Przyjęłam to uznanie z radosnym „dziękuję” patrząc jej prosto w oczy z wdzięcznością.

Smakowite to było. Proste i genialnie ożywcze.

Podobne wpisy

  • |

    Uniwersalność

                  Ciepły, cudowny wieczór. Rynek pięknego miasta, gdzieś w Polsce. Odbywa się koncert. Siedzimy w jednym z ogródków. Ogródek przyklejony do knajpy. Na stole pyszna deska serów. Ludzi mnóstwo. Kelnerzy uwijają się jak w ukropie. Jest głośno. Muzyka klimatyczna, ale nie w moim guście. Posilam się obłędnymi serami i rozglądam dookoła chłonąc klimat i energię…

  • Gdzie jesteś?

    Przebudzenie. Leżysz na drodze. Szary piasek, który równie dobrze może być żwirem uwiera Cię w odsłonięte kawałki ciała. Odgniata się na rękach, kolanach dokładnie tak, jak gdy byłeś dzieckiem, chrzęści Ci w zębach. Dezorientacja. Wstajesz powoli, sprawdzając jednocześnie stan swoich kończyn. Wszystko wydaje się być na miejscu. Otrzepujesz się z kurzu i żwiru. Całe ubranie…

  • Plama czerwieni.

    Miał być krótki spacer. Szybkie piętnaście minut dookoła bloku. Raz, raz noga za nogą bez zastanawiania się. Sik i jeszcze wiadomo co, trochę obwąchiwania obsikanych krzaczków i do domu. Pies w kraciastym ubranku pod kolor swojej bujnej czupryny. Radośnie dzierżący swoją niebieską zabawkę w pysku. Jesteśmy charakterystyczne. Obie pieprz i sól. Podobne do siebie. Z…

  • Łosoś

    Półmisek z parującą potrawą stoi na drewnianym, usianym słojami stole. Pod półmiskiem silikonowa mata, która ma go zabezpieczyć przed poparzeniem. Dbałość. Rzadka w tym miejscu. Sam stół w kolorze jasnej sosny poznaczony jest śladami życia, które go dotyka i dotykało na różne sposoby. Ślady po nożu, nożyczkach. Głębokie bruzdy, gdy ręka obsunęła się i przecięła…

  • |

    Wieczór

    Ciemna ulica poprzetykana plamami światła padającymi na ziemię z zardzewiałych latarni. Śpiące budynki przycupnięte przy niej niewzruszenie udające, że ich tam w ogóle nie ma. Cisza przerywana zbliżającymi się krokami. Czyjeś stopy nerwowo uderzają w asfalt tej uśpionej arterii. Ten dźwięk jest jedynym, który tak zdecydowanie rozdziera ciszę.                Środkiem ulicy idzie kobieta. Jej długie,…

  • Co tak wcześnie?

    Dzień pod znakiem badania, o którym szerzej tutaj nie będzie. Istotne, że badanie nieprzyjemne. Tak nieprzyjemne z najwyższej półki nieprzyjemności. Pojechałam na nie taksówką. Tutaj zaczyna się coś ciekawego, co ostatnio w moim życiu pojawia się nader często. Życzliwość, ciekawość, otwartość. Pan kierowca przywitał mnie z uśmiechem i pytaniem „Co tak wcześnie”? To zadziwiające ile…